Portal psychologiczny: Instytut Psychologii Zdrowia
Czytelnia

Moved Permanently

The document has moved here.


Apache/2.2.22 (Debian) Server at www.psychologia.edu.pl Port 80

W stronę wartości i godności

Ireneusz Kaczmarczyk

Rok: 2000
Czasopismo: Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia
Numer: 2

Uzależnienie od alkoholu - zdrowienie jako proces osiągania autonomii godnościowej

Dla Anonimowych Alkoholików różnica między czynnym alkoholizmem a trzeźwością jest przede wszystkim:

1. kwestią bardziej osobistego dowiadczenia niż dogmatu,

2. przejściem od fałszu do prawdy,

3. nową świadomością, osiągniętą dzięki powtórnemu przemyśleniu i zrelacjonowaniu własnej historii (E.Kurtz, 1990).

Służy temu Program Dwunastu Kroków AA, w którym następuje hierarchizacja wartości, aż po te najwyższe, religijne, związane z głęboką więzią z Bogiem.

Pierwsza kwestia przytoczona przez Kurtza w sposób wyraźny odróżnia sztywne, dogmatyczne trzymanie się zasady trzeźwości od doświadczenia. Program AA wywodzi się przede wszystkim z osobistych doświadczeń, obejmujących pewien sposób życia wyrażający się także w dążeniu do wartości. Stąd bierze się opowiadanie na forum grupy AA historii własnego życia, które ukazują jej uczestników takimi jakimi byli, opisują co się wydarzyło i mówią jacy są teraz.

Historie AA jeśli nie są zwykłym opowiadaniem, lecz wiążą się z autentycznym przeżywaniem ich przez autora i słuchaczy, a więc doświadczaniem i nowym doświadczeniem, posuwają naprzód proces zdrowienia.

POTRZEBA GODNOŚCI
Erik Erikson (1998), opisując drogę rozwoju człowieka, podaje jako przykład dziecko, które nauczyło się chodzić. Nabiera ono w ten sposób nowego statusu kogoś "kto nauczył się chodzić". Nowa umiejętność spotyka się z reakcją dorosłych. Reakcja wpływa na uwewnętrznienie nowej wersji siebie kogoś "kto potrafi chodzić". Ten przykład pokazuje w jaki sposób poprzez doświadczenie satysfakcji i prestiżu społecznego, tworzy się bardzo wcześnie potrzeba własnej wartości. Człowiek internalizuje wartości w procesie socjalizacji. Z czasem stają się one regulatorami jego postępowania, układając się wraz z normami w standardy wartości.

Tak rodzi się potrzeba godności, jako hipotetyczny konstrukt, będący źródłem motywacji, skłaniający człowieka do postępowania zgodnego z cenionymi przez niego (zinternalizowanymi) wartościami (Kosewski,1999).

Ta potrzeba stale domaga się zaspokojenia, poprzez podejmowanie działań zgodnych z własnymi standardami. Koncepcja regulacji godnościowej każe więc przyglądać się człowiekowi na poziomie konkretnych zachowań i ich skutków zaspokajających lub deprywujących potrzebę godności. Rozwój osobowości polega na stopniowym osiąganiu autonomicznej, godnościowej regulacji czynności, która dokonuje się poprzez porównywanie swych czynności ze standardami wartości (Kosewski, 1985). Jest to związane z rozwojem systemów norm, opisujących uwewnętrznione wartości i umożliwiających stwierdzenie zgodności z nimi własnych zachowań. Satysfakcja płynąca z tej zgodności stanowi ważną nagrodę i istotnie wpływa na podejmowane decyzje o konkretnych zachowaniach.

Picie alkoholu nie tylko uniemożliwia rozwój autonomii godnościowej, ale z reguły powoduje uwstecznienie. Wzrost częstotliwości picia do tego stopnia ogranicza ilość wartościowych uczynków, że zaspokojenie potrzeby godności w sposób autonomiczny staje się niemożliwe.

Następuje zwrot w stronę niedojrzałych, relacyjnych, charakterystycznych dla dzieci (w ich przypadku z powodu braku standardów) technik polegających na porównywaniu się do innych, tak aby porównanie to wypadało na korzyść osoby, która tym mechanizmem się posługuje. Jest to mało wydajny sposób zaspokajania potrzeby godności. Budowane w ten sposób poczucie ważności (nie wartości) jest niestabilne, zależy od okoliczności, głównie od opinii otoczenia, osób znaczących, etc. W przypadku osób pijących mało wydajny także dlatego, że zmniejsza się wciąż liczba osób, na tle których można wypaść lepiej.

Wraz z przedłużającymi się okresami picia coraz trudniej nie tylko o zaspokajanie, lecz także o ochronę potrzeby godności (i wynikającego z niej poczucia własnej wartości) poprzez wiarygodne usprawiedliwienia, tworzone w procesie środowiskowych uzgodnień (zarówno ogólnych jak i szczegółowych to przez nich..., wszyscy piją..., coś mi się od życia należy..., bez wódki nic się nie da załatwić itd.). Usprawiedliwienia tracą swoją zdolność redukcji dysonansów godnościowych np. w wyniku przerwania procesu społecznego ich uzgadniania przez otoczenie, w wyniku skutecznej interwencji kryzysowej lub też z powodu braku możliwości uzgodnienia ich wiarygodności z innymi na skutek narastającej samotności osoby pijącej. Typowe racjonalizacje (nie uzgodnione z innymi usprawiedliwienia) tworzone przez samych alkoholików w takich okolicznościach są jeszcze mniej skuteczne.

Wspólne działanie powyższych czynników prowadzi do kryzysu godnościowego, skutkującego uczuciem zagubienia, cierpienia, poczuciem bezsensu, pustki egzystencjalnej.

Ten kryzys jest odczuwanym moralnym dnem, o którym mówią alkoholicy. Niekiedy tylko wiąże się z "dnem obiektywnym", wyrażającym się w konkretnych stratach wynikających z picia (praca, mieszkanie itd.). Kryzys godnościowy może skutkować podjęciem leczenia. Ale równie często motywacją do leczenia są właśnie obiektywne straty alkoholika, a kryzys godnościowy pojawia się w wyniku interwencji terapeutycznych (w procesie leczenia), dotyczących relacji pacjenta z tym, co osobiście cenione.

Uzależnienie uniemożliwia osobie pijącej zarówno rozpoznawanie jak i urzeczywistnianie wartości, czyniące życie satysfakcjonującym i sensownym. Leczenie przywraca alkoholikowi zdolność do ich rozpoznawania, przeżywania i realizowania. Za cel leczenia przyjmuję tu bowiem nie tylko zatrzymanie picia, ale także proces zmierzający w stronę osiągnięcia godnościowej autonomii, który oznacza przywrócenie wartościom możliwości wpływania na postępowanie człowieka.

ZNACZENIE WARTOŚCI
Wartości wyznaczają tożsamość człowieka. Dzięki nim można bowiem odpowiedzieć na pytanie "kim jestem" i "jaki jestem". Najbardziej zdrowy szacunek do siebie opiera się nie na zewnętrznej sławie lub chwale i niezasłużonych pochlebstwach (poczucie ważności). Szacunek do siebie osiąga się niezależnie od opinii innych na podstawie uczynków zgodnych z osobiście cenionymi wartościami, przy pomocy których człowiek określa samego siebie. Poszukiwanie tożsamości oznacza tu w znacznym stopniu "stawanie się tym, kim się jest w istocie". Oznacza także "stawanie się kimś w pełni funkcjonującym" w pełni ludzkim, indywidualnością czy autentycznie osobą (por. A.Margasiński TUiW nr 5/99).

Proces zdrowienia alkoholika i odzyskiwania przez niego autonomii godnościowej jest porównywalny z tym procesem. Budowanie konstruktywnego JA to między innymi tworzenie i rozpoznawanie pozytywnych faktów w swoim życiu, a w dalszej części rozwój duchowy, czyli odniesienie swojej egzystencji i swojej tożsamości do kogoś lub czegoś ponad osobistego, dobrego, znaczącego i trwałego. Praca nad tym aspektem, obejmuje najczęściej poznawanie wartości i ich urzeczywistnianie. Osoba, która kieruje się wartościami nie związanymi z wewnętrznym doświadczeniem, jest jak drzewo bez korzeni, płytko osadzone w ziemi. Nie ufa swojemu wyczuciu wartości i jest na ogół podatna na zagrożenia (J. Mellibruda 1980). Zasadniczą tezę psychologii humanistycznej można sformułować w ten sposób, że człowiek stanie się wolny, jeśli odkryje i zacznie realizować swoje JA. M.Scheler (1977) mówi o zaistnieniu wolności tylko tam, gdzie następuje realizacja wartości i wiara w osobowego Boga.

Urzeczywistnianie wartości wiąże się ujmując problem w analogii do prac Rollo May'a (1967) z budowaniem świadomości między byciem podmiotem a przedmiotem, z odpowiedzialnością i wyborami. Wiąże się z przyjęciem i zaakceptowaniem własnych ograniczeń i pokorą wobec cierpienia (Frankl, 1984). Trudno w tych określeniach nie doszukiwać się analogii do procesu zdrowienia z uzależnienia i pominąć w nim relacje między człowiekiem a wartościami.

Porównywanie uczynków z własnymi standardami (a nie porównywanie się do innych np. uczestników spotkań AA) jest początkiem przechodzenia od relacyjnego (jestem lepszy od innych) do autonomicznego sposobu zaspokajania potrzeby godności. Jest to także początek budowania tożsamości. Dopiero wtedy uczynki są porównywane do własnych zinternalizowanych wartości i odpowiedź na pytanie "jaki jestem" i "co zrobiłem" jest możliwa.

Budowanie autonomii godnościowej to innymi słowami wyrażony postulat R.Maya, który realizuje się praktycznie poprzez pracę nad dostosowaniem w sposób świadomy swoich zachowań do cenionych wartości. Pokorą nazywa analizując program AA takie dostosowanie Kurtz. Ten proces przebiega także w grupie terapeutycznej pracującej w oparciu o profesjonalizm i zasady etyczne obowiązujące w pomaganiu innym ludziom. ,,Jasne konstruowanie zadań i reguł postępowania w środowisku terapeutycznym, uczciwe nazywanie sytuacji i zachowań oraz konsekwentne reagowanie w ramach ustalonego systemu norm i ocen" (Mellibruda, 1996).

W psychoterapii najważniejsze jest przejście drogi, od podjęcia leczenia; pracy nad mechanizmami uzależnienia, poprzez otwartość ("wsłuchanie się w siebie" Rogers) do przeżywania na nowo wartości jako godnościowo znaczących i osiągnięcie stanu dojrzałości, rozumianej tutaj jako autonomia godnościowa. Schemat tego procesu można przedstawić następująco:

praca terapeutyczna ->> przeżywanie na nowo wartości godnościowo znaczących ->> autonomia godnościowa (dojrzałość)

Mamy tu do czynienia z procesem socjalizacji, w którym rodzi się nowy obraz samego siebie.

PRZYPADEK KRZYSZTOFA
Krzysztof ma lat 49. Wykształcenie wyższe. Od 10 lat pozostaje abstynentem. Rozwiedziony i powtórnie ożeniony. Ojciec dorosłych dzieci.

Relacjonując swoją historię Krzysztof nawiązywał do swoich pierwszych doświadczeń związanych z emocjonalnym poznawaniem wartości. To poznanie dotyczy przede wszystkim przeżycia w sposób satysfakcjonujący własnego zachowania (Erikson 1998). Te pierwsze doświadczenia związane z wartościami i zachowaniem, doświadczenie satysfakcji godnościowej budowały jego poczucie tożsamości i pozytywny wizerunek siebie jako grzecznego, uczciwego chłopca.

Coś było we mnie w środku. Z dzieciństwa. Coś z wyobrażeń o tym, co ważne. Prawda, uczciwość to była nauka rodziców. Coś za to zawsze dostawałem choćby cukierka i to było ważne. Był też Zawisza Czarny i Winnetou. Wiedziałem co jest dobre, a co złe. Kiedyś, jako młody chłopiec, stałem w kolejce po zakupy. Zapłaciłem i odebrałem resztę. Zorientowałem się, że ekspedientka wydała mi za dużo. Zwróciłem pieniądze, a ona mi podziękowała w obecności wielu ludzi. Czułem się wspaniale. Poznałem co to uczciwość. Jaki byłem dumny, że jestem taki uczciwy.

Krzysztof wiedział już w jaki sposób zaspokoić potrzebę godności. Poznał czym jest "godnościowa satysfakcja" wynikająca ze zgodności cenionej wartości i własnych uczynków. Cenił uczciwość i wiedział co jest dobre, a co złe. Wiedział o tym także pijąc alkohol. Wybierał jednak "korzyść psychologiczną" wynikającą z picia (ulga, stan euforii, ucieczka od przeżywania negatywnych, przykrych uczuć, doświadczanie subiektywnego poczucia mocy), naruszając jednocześnie jedną ze swoich najważniejszych wartości.

Ludzie, z którymi przebywałem nie pozwalali mi zaglądać do mojego sanktuarium z wartościami. Uczciwość nie była na miejscu. Rezygnowałem z niej, bo ważne było dla mnie bycie w ich grupie. To był nieustanny handel: coś za coś. Najpierw walka: napić się nie napić, wziąć fanta nie wziąć, zabrać pieniądze nie zabrać. Potem decyzja i myśl: jakoś to będzie... A potem kac, poczucie winy.

Krzysztof sam tworzył racjonalizacje, budował usprawiedliwienia, ale uzgadniał je ze swoimi kolegami. Musiał odnaleźć okoliczności, które adekwatnie do panujących obyczajów wykluczały jego odpowiedzialność i osłabiały wydźwięk moralny jego uczynków, by następnie uzyskać potwierdzenie od otoczenia wiarygodności tego rozumowania.

Krzysztof odwoływał się do środowiskowej powinności. Funkcjonował przecież w grupie kolegów, gdzie uczciwość nie była na miejscu. Musiał więc postępować tak, jak inni. Powołał się także na przyjęte w jego środowisku obyczaje i normy: wszyscy piją.

"Inni" w tym kontekście (koledzy) mają przecież inne (gorsze) standardy postępowania niż sam pijący i w dodatku wymuszają na nim podobne postępowanie. Krzysztof musiał więc pić. To "inni" zabronili mu sięgać do jego wartości. On sam jest i pozostaje przecież wartościowym człowiekiem. Jest w porządku, pomimo że "sanktuarium z wartościami" pozostawało "zamknięte". Tak rodzi się podkultura pijackich usprawiedliwień, albo inaczej anomia alkoholowa (sytuacja, w której ludzie deklarują istnienie wartości i norm, ale ich nie przestrzegają).

W okresie picia najważniejsze było, żeby nie mieć kaca, żeby się lepiej poczuć. Mówiłem więc kiedy kradłem na alkohol, że potem odkupię, że odpracuję, że to nic. Do dziś pamiętam każde pięć złotych, które wyciągnąłem dziecku ze skarbonki, każdy zegarek, który zostawiłem na melinie. Im więcej piłem, tym bardziej się TO (dysonans godnościowy) odzywało. Wymyślałem coraz bardziej podłe metody żeby TO zagłuszyć, mówiłem sobie, że potrzeba robienia złego jest silniejsza niż potrzeba robienia dobrego. Tak się starałem, żeby zachować swój obraz, jakieś wyobrażenieo sobie. Bo ważniejsze były korzyści: ulga, chwila zapomnienia. Byle nie cierpieć. (...) Dopóki funkcjonowałem dwie godziny w tygodniu, udawało mi się w tym czasie mój bilans zrównoważyć tak, że mogłem jakoś egzystować dalej.(...) Chciałem uciec, przeczekać. Pozwalałem, żeby inni decydowali za mnie. Było mi wszystko jedno. Już nie byłem w stanie się bronić dalej. Wszystkie sposoby wymyślone przez dwadzieścia cztery lata picia zawiodły. Dotknąłem czarnej ściany. Już nie miałem pomysłu jak się pokazać światu i sobie. Odczułem coś w rodzaju pustki intelektualnej. To instynkt już podpowiadał, że jedyne co mogę zrobić, to iść się napić, żeby nie myśleć, że już nic nie mogę zrobić. Nie było nikogo, ludzi, rodziny, przyjaciół. Byłem bezwolny.

W miarę jak pił więcej i częściej, ochrona poczucia godności budowana z usprawiedliwień okazywała się nieskuteczna. Coraz rzadziej pojawiała się też szansa na budowanie pozytywnego obrazu samego siebie w oparciu o wartościowe uczynki. Dysonans godnościowy coraz częściej przypominał o naruszaniu osobistych wartości. Najpierw korzyścią z picia była akceptacja grupy, zmiana nastroju, poczucie mocy. Teraz korzyścią stała się ucieczka od cierpienia związanego z piciem, uniknięcie dotkliwych skutków związanych z nim.

W tym stadium choroby potrzeba godności przestała być już skutecznie chroniona usprawiedliwieniami. Zawiodły też zupełnie techniki relacyjnego zaspakajania potrzeby godności: ...pogodziłem się z myślą, że inni mnie już nie szanują, ale sam przestałem się uważać za człowieka.

Przypuszczać należy, że stało się to w chwili, kiedy Krzysztof nie miał się już do kogo porównać na stworzonej przez siebie skali odniesienia. Dopóki byli gorsi od niego (według indywidualnych kryteriów), potrzeba godności była jakoś zaspokajana i brak szacunku ze strony innych ludzi nie stanowił tak dużego problemu.

Miałem wiele kryzysów. Spadłem po pijanemu z wysokości kilku pięter, ale mimo to nie przestałem pić. Usłyszałem jednak kiedyś piosenkę "Mniej niż zero". I taki właśnie obraz siebie mi się pojawił. Takiego zostawiam siebie przyjaciołom, światu, dzieciom. Byłem gotów na wszystko, żeby to odkręcić. To była najskuteczniejsza motywacja. Już dłużej się nie mogłem chronić. Zawaliłem marzenia, ukochany zawód, pracę. To była ostatnia forteca, która padła. Musiałem coś zrobić. Podjąłem próbę niepicia bez względu na wszystko. To był strach. Nie bałem się śmierci, ale że nie da rady dalej tak żyć. W takim stanie trafiłem na terapię.

W tym przypadku cierpienie, jako efekt deprywacji potrzeby godności, okazało się być większe niż strach przed przyjęciem na siebie cierpienia, które się nieuchronnie pojawia w wyniku odstawienia alkoholu.

Fiasko relacyjności i usprawiedliwień prowadzi do głębokiego kryzysu godnościowego, świadomości moralnego dna, doświadczenia bezsilności wobec nieudanych prób zapewnienia ochrony dla poczucia godności (pustka intelektualna, czarna dziura) co każe człowiekowi zająć stanowisko wobec głównej przyczyny do tego kryzysu prowadzącej jaką jest alkohol. W konsekwencji zaś może prowadzić do rozpoznania własnego uzależnienia, podjęcia decyzji o leczeniu, powrocie do wartości i ich urzeczywistniania.

Dostałem trochę opieki, strawy, ciepła i po dwóch miesiącach, kiedy poprawiłem swój wizerunek, wróciłem do zdrowia, wróciła mi też zdolność do kombinowania. Do sił powrócił również mój intelekt. Zawarłem z Bogiem kontrakt, że jak mnie żona będzie kochać, to nie będę pił. Żona miała do mnie sporo pretensji. Szybko więc wróciłem do picia. To było mi potrzebne, żeby się przekonać, że jeśli mam coś robić to dla samego siebie. A nie, żeby handlować. Życie więc znowu powiedziało mi: cześć. Wyrzucili mnie ze szpitala, rodzina się mnie zupełnie wyrzekła. Poczułem, że muszę sam coś zrobić. Zostałem tylko ja i świat. Musiałem powoli uczyć się w nim poruszać, właśnie sam. Mogłem się tego uczyć tylko od innych.

Alkoholik ma się wyrzec alkoholu, jako protezy na ból i cierpienie, ale zanim to nastąpi, często podobnie jak Krzysztof będzie próbował się "targować". Osoba uzależniona pozostaje bezbronna wobec mechanizmów uzależnienia, ale powiedzenie "nie" alkoholowej pokusie wyraża się w poszukiwaniu i przyjmowaniu pomocy, tak aby stało się to jednak możliwe. A także, aby zmianie uległo przekonanie wynikające z dotychczasowego doświadczenia, że jedynym sposobem ucieczki od cierpienia jest dalsze picie.

To był okres przejściowy. Korzystałem ze wspomnień z dzieciństwa, aby określić czym jest uczciwość, ale wspomnienia mieszały się z przekonaniami, zgodnie z którymi żyłem pijąc że świat jest zły i uczciwi mają gorzej. Takich uzasadnień miałem wiele. Bardzo się bałem być z dnia na dzień uczciwy. Sprawdzałem jak to jest, jak zareaguje otoczenie.

Jednym z najważniejszych odkryć człowieka jest fakt, iż sam jest źródłem swoich decyzji i wyborów. Od niego zależy czy żyje w sposób autentyczny i satysfakcjonujący. Krzysztof doświadczył kiedyś czym są wartości i jaka jest droga do godnościowej satysfakcji. W okresie nałogowego picia takie zachowania nie były możliwe, choć Krzysztof nie zapomniał o wartościach. Naruszał jednak swoje standardy i musiał chronić swoje poczucie godności przed dysonansem. Teraz uczył się dokonywać wartościowych wyborów, rezygnując z obecnych w jego życiu całymi latami usprawiedliwień.

Na początku zdrowienia postanowiłem być jeden dzień uczciwy, od rana do wieczora. Robiłem to zadaniowo. Chciałem sprawdzić czy mnie na to stać. Kiedy wydawało mi się, że wszystko jest dobrze, na mityngu AA przypominałem sobie, że jeden przystanek przejechałem bez biletu. Niby pierdoła, ale jakże ważna. Trudno jest być uczciwym na sto procent.

Na początku zdrowienia zewnętrzną kontrolę nad postępowaniem i abstynencją Krzysztofa sprawowała grupa AA. W takim przypadku może się jednak pojawić niebezpieczeństwo. Zasady trzeźwości są przestrzegane, ale głównie ze strachu przed zapiciem, stratami a nie w wyniku pracy nad sobą, świadomego wyboru wartości i zgodnego z nimi działania. Mamy tu więc do czynienia z zachowaniem strachliwym, a nie godnym. Tę właśnie różnicę mówiąc o "dogmacie niepicia" w kwestiach istotnych Programu Dwunastu Kroków AA podkreśla Kurtz. Taki mechanizm nie buduje realistycznego poczucia wartości. Zjawisko to ma sens o tyle, o ile jest etapem przejściowym w przechodzeniu do autonomii godnościowej.

Nosiłem w sobie własny wizerunek obrzygańca, a przez całe lata inni mnie w tym utwierdzali. Przynależność do AA była źródłem szacunku. Tam usłyszałem, że jestem teraz jednym z niepijących alkoholików i natychmiast zyskałem odrobinę szacunku do siebie. Przestałem być obszczymurem a zacząłem być trzeźwym alkoholikiem. Swój wizerunek (byłem liderem ruchu abstynenckiego) równoważyłem dzięki szacunkowi innych ludzi. Tak właśnie redukowałem swoje własne niedobory, wynikające z postępowania w tym okresie, choć nie piłem już wódki. Przynależność do AA "załatwiała" mi bardzo wiele.

Zaspokajanie potrzeby godności zaczyna się od najprostszych technik relacyjnych, od porównywania się z innymi i bycia lepszym od wybranych "innych". Z czasem pojawiają się coraz częściej uczynki zgodne z indywidualnym poczuciem tego, co ważne i wartościowe. Tworzą się normy, dzięki wiązaniu własnych zachowań z wartościami. W ten sposób w wyniku odchodzenia od zachowania "na pokaz", od fasadowości zasadzającej się na "dogmacie niepicia", rodziło się u Krzysztofa poczucie wartości.

Od innych alkoholików dowiadywałem się czasem boleśnie co jest u mnie mechanizmem, a co potrzebą. Kłóciłem się, ale przyznawałem w końcu rację, odkłamywałem swoją psychikę i docierałem do swojego JA. Przestawałem być pępkiem świata. Wartości na jedną stronę, a na drugą ta ciemna strona. Bez wiedzy i świadomości nie mogłem tego poukładać w sobie we właściwy sposób. Najpierw musiałem się więc rozeznać w swoim życiu. Odpowiedzieć na pytanie kim jestem, czego chcę. Potem przyszedł czas poznawania Boga (wartości) i celowe działania, realizację własnych dążeń. Potrzebni mi byli do tego ludzie, żeby to, co robię było dla mnie bardziej wiarygodne, że kierunek jest dobry, a nie żeby usłyszeć, że jestem wielki. Przełom nastąpił, kiedy sobie uświadomiłem, że mam 40 lat, że moi koledzy odcinają kupony od tego, co już osiągnęli, że jeszcze parę lat i emerytura, i że życie będzie poza mną. Pojechałem kiedyś na szkolenie zawodowe i przeżyłem koszmar. Uczyli mnie ludzie o połowę młodsi i lepsi ode mnie. Nauczyłem się tam jednak podejścia do pracy i stosunku do niej. Osiągania celów małymi kroczkami. Mniej byli ważni teraz ludzie wokół mnie, a największą satysfakcję miałem z własnej pracy. Nieważne było co o mnie powiedzą, choć dobre słowo było dodatkową gratyfikacją. Nie piłem wtedy dwa lata. Podejmowałem ryzyko, którego się nie bałem. Nie żeby coś komuś udowodnić, ale żeby się realizować..

Poznawanie wartości w wyniku celowego i świadomego wartościowego zachowania, konkretnych uczynków, przeżywanie satysfakcji godnościowej sprawiają, że coraz częściej osobiste standardy wartości stają się regulatorami zachowania.

Wartością stała się dla mnie praca. W nagrodę za solidność otrzymałem wyróżnienie w swojej branży. Potem odkryłem jak ważna jest dla mnie wiedza. Dalej ważne stawało się to, co działo się w mojej rodzinie. Dziś mimo rozwodu nie straciłem dzieci, jestem dobrym ojcem choć mieszkam z daleka od nich. Po raz pierwszy w życiu od kilku lat jestem też z jedną kobietą, bez oszustw i zdrad. Nie przychodziło mi to kiedyś do głowy. Wartość (ważność) mężczyzny zależała od ilości kobiet jakie miał. Odzyskałem więc poczucie bezpieczeństwa, bo nie jestem zdradzany i nie zdradzam. Musiałem się tego uczyć. Pojawiła się potrzeba miłości i przyjaźni. To tak, jak z Bogiem. Dla ludzi, którzy w niego wierzą, Bóg po prostu jest. I to się przekłada na ludzi. Nie jest się samemu. Nigdy. Jest poczucie bezpieczeństwa, że nic się złego nie stanie.

Wraz z poznawaniem wartości, ich urzeczywistnianiem, pojawiły się także widoczne, realne zmiany w życiu. Wzrósł poziom satysfakcji, samozadowolenia, pojawiały się nowe plany, pragnienie samorealizacji. Wzrosło poczucie mocy i wpływu na swoje życie. Kierkegard podkreśla, iż najogólniejszą formą rozpaczy jest stan, kiedy nie decydujemy się na bycie sobą. Bycie sobą zaś jest przeciwieństwem rozpaczy i wyzwaniem dla człowieka. Człowiek uczy się jak być wolnym, odchodzić od czegoś i zmierzać ku czemuś.

Po trzecim roku trzeźwości zacząłem inwestować w siebie. Stawiać na cele osobiste, a nie wczasy dla rodziny, kafelki albo przyjemności. Stawałem przed wyborem czy żyć dla innych czy dla siebie. To był koszmar wyboru. Będę się kształcił czy żył dla innych, którym miałem coś do oddania przez lata picia. Znowu musiałem decydować o swoimi życiu. To było trudniejsze. Wcześniej wybierałem między złem a dobrem, a tutaj między dobrem a dobrem (dylemat moralny). Między rodziną a sobą. Byłem szantażowany, że jeśli jeszcze raz wyjadę na tydzień, to pójdę na swoje. Poszedłem. Przestałem się dogadywać z ludźmi. Dziś widzę, że moje cele mijały się z celami innych osób. Miałem wybór albo się podporządkowuję, albo idę za sobą, rezygnując z innych. To było bolesne. Znowu miałem poczucie, że świat mnie nie rozumie, że zachowałem się egocentrycznie. Nie stać mnie jednak na to, żeby po raz drugi w życiu rezygnować z realizacji własnych celów. Po raz pierwszy pomyślałem, że życie jest przede mną.

Świadomość wiąże się doświadczaniem siebie jako podmiotu i przedmiotu jednocześnie (R.May, 1967). W przypadku alkoholików podstawą do jej zdobycia jest psychoterapia i realizowanie Programu AA, a nie spotkania koleżeńskie w środowisku abstynentów przy okazji mityngów. Szansę na osobistą wolność daje dopiero doświadczanie siebie jako przedmiotu wobec nałogu, któremu się ulega i doświadczanie siebie jako podmiotu, który może wobec niego mieć własny stosunek. Jest to także doświadczenie dotyczące własnego stosunku do wszelkich pokus. Dzięki świadomości człowiek może bowiem dokonać wyboru wartości, a następnie zaangażować się w działania z nimi związane. Tego, jak głosi ruch AA, można się nauczyć i na tym odkryciu zasadza się pierwiastek duchowy programu wspólnoty. Świadomość jest niezbędna do właściwej oceny sytuacji, kiedy człowiek stoi przed wyborem korzyści, która wiąże się z naruszeniem wartości.

Pamiętam dobrze o profitach wynikających z sięgnięcia po korzyść. Były wyraźne choć wewnątrz było mi źle, jeśli to naruszało moje wartości. I tutaj była mi potrzebna świadomość, po to, żeby znaleźć inne rozwiązania. Muszę ją stale poszerzać, być uważnym na siebie, zwłaszcza, kiedy odzywają się stare mechanizmy, takie zakusy; a może by tak iść na skróty, ominąć prostą drogę, trochę nie dopowiedzieć, ściemnić, z wygodnictwa, z lenistwa, z chęci zysku, nie tylko finansowego, albo innych korzyści, ze strachu.

Świadomy wybór wartości przy rezygnacji z korzyści w sytuacji pokusy (także alkoholowej), to przejaw godnościowej autonomii.

Ostatnie 10 lat mojego życia, to odkrywanie tego, co ważne, a także szukanie sposobów jak to osiągnąć. Dobra było we mnie wiele, ale było zaprószone innymi złymi rzeczami. Powróciłem do zdrowia, bo dotarłem do tego dobra. Mam wątpliwości jaki jestem, ale moje intencje są dosyć czyste. Mam duże poczucie świadomości, że jestem w porządku. Nie psuje mi tego poczucia opinia innych ludzi, choć moje działania oglądane z zewnątrz mogą wzbudzać wątpliwości. To, co mną kieruje, jest dla mnie ważniejsze i czuję w sobie sporo mocy przeciw osądom innych. Kiedyś było odwrotnie. To, co robię i co mówię, to tak naprawdę jestem JA.



logo-z-napisem-białe