Portal psychologiczny: Instytut Psychologii Zdrowia

Rozróżnić mózg i umysł

Od niedawnego ogłoszenia przez prezydenta Obamę projektu Brain Initiative, do wysokiej klasy skanów mózgu („Oto reakcja twojego mózgu na Boga/miłość/zawiść itp.”) na okładkach pism na całym świecie, neuronauka zawładnęła wyobraźnią społeczną, jak nigdy wcześniej.

Zrozumienie mózgu jest oczywiście konieczne dla opracowania leczenia dla takich strasznych chorób jak schizofrenia i Parkinson. Funkcjonowanie mózgu, w sposób bardziej abstrakcyjny, lecz nie mniej fascynujący, jest powiązane z naszym poczuciem „ja”, naszą tożsamością, naszymi wspomnieniami i ambicjami. Jednak ekscytacja badaczy mózgu zrodziła nową fiksację, którą mój współpracownik Scott Lilienfeld i ja nazywamy „neurocentryzmem” – poglądem, zgodnie z którym zachowanie może zostać najdokładniej wytłumaczone poprzez patrzenie wyłącznie lub głównie na mózg.

Najważniejszym pytaniem jest jednak to, czy zaburzenie neuronalne dowodzi, że zachowanie osoby uzależnionej jest mimowolne, i czy jest ona niezdolna do samokontroli. Otóż nie dowodzi.

Czasami sięgnięcie po wyjaśnienie neuronowe jest właściwe. Kiedy naukowcy opracowują testy diagnostyczne albo leki na, np. Alzheimera, badają znamiona choroby: płytek amyloidowych, które zaburzają komunikację między neuronami, a także splątek neurofibrylarnych, które je degradują.

Innym razem, wyjaśnienie neuronowe może zawieść nas na manowce. W mojej dziedzinie, psychiatrii uzależnień, neurocentryzm kwitnie, i nie jest to słuszna droga. Dzięki głośnej promocji Narodowego Instytutu Uzależnień Narkotykowych, wydziału Narodowego Instytutu Zdrowia, uzależnienie zostało uznane za „chorobę mózgu”.

Logika takiego oznaczenia, jak wyjaśniał były dyrektor Alan I. Leshner, brzmi tak: „uzależnienie wiąże się ze zmianami w strukturze mózgu i jego funkcjach”. To prawda, ciągłe zażywanie narkotyków takich jak heroina, kokaina i alkohol pociąga za sobą zmiany z obwodach neuronowych, które pośredniczą w doświadczaniu przyjemności, a także w motywacji, pamięci, samokontroli i planowaniu. Tę modyfikację często widzimy na skanach mózgu.

Najważniejszym pytaniem jest jednak to, czy zaburzenie neuronalne dowodzi, że zachowanie osoby uzależnionej jest mimowolne, i czy jest ona niezdolna do samokontroli. Otóż nie dowodzi.

Weźmy przypadek aktora Roberta Downeya Jr, którego osoba była kiedyś synonimem uzależnionego celebryty. Powiedział: „Jest tak, jakbym miał naładowany pistolet w swoich ustach, i palec spoczywał na spuście. A ja lubię smak metalu”. Downey przechodził wielokrotnie rehabilitację, miał nawroty, ale w końcu postanowił, będąc w okowach „choroby mózgu”, że zmieni swoje życie.

Model neurocentryczny pozostawia uzależnioną osobę (Downeya w tym przypadku) w cieniu. Aby leczyć uzależnionych i mądrze z nimi postępować, ważne jest, aby wiedzieć, jak osoba uzależniona myśli. To w umysłach uzależnionych zawierają się opowieści tego, jak wpada się w uzależnienie, dlaczego postanawiają je ciągnąć, i, jeśli postanawiają rzucić, jak im się to udaje. Odpowiedzi nie da się przewidzieć na podstawie badania mózgu, niezależnie od tego, jak skomplikowane ono będzie.

Naturalnie, postępy w wiedzy o mózgu sprawiają, że myślimy o sobie bardziej mechanicystycznie. Jednak w jednym miejscu – na sali sądowej – ten błąd w myśleniu nie może być przepisem na zamieszanie. Obrona oparta na mózgu („Proszę spojrzeć na ten skan fMRI, Wysoki Sądzie. To mózg mojego klienta skłonił go do tego”) jest obecnie powszechny w poważnych oskarżeniach o przestępstwo. Problem z podobnym twierdzeniem polega na tym, że z rzadkimi wyjątkami, neuronaukowcy nie są jeszcze w stanie przełożyć aberracyjnych funkcji mózgu na prawny wymóg odpowiedzialności kryminalnej – zamiar, zdolność racjonalną i samokontrolę.

Wiemy, że wielu przestępców nie kontrolowało siebie. Ten stan bardzo różni się od niezdolności do posiadania kontroli nad sobą samym. Dzisiaj, nauka o mózgu nie pozwala nam na rozróżnienie między tymi dwoma stanami. Co więcej, nawet mózgi wyglądające na anormalne należą do osób, które poza tym są całkiem normalnymi osobami.

Patrząc w przyszłość, niektórzy neuronaukowcy wyobrażają sobie całkowitą przemianę prawa kryminalnego. David Eagleman z Baylor College z Medicine Initiative on Neuroscience and Law ma nadzieję, że „pewnego dnia znajdziemy rodzaje złych zachowań, które posiadają podstawowe wyjaśnienie biologiczne i w końcu będzie patrzyli na podejmowanie złych decyzji w ten sam sposób, co na każdy proces fizyczny, jak cukrzyca albo choroba płuc”.

Jednak czy to właściwy wniosek z neuronauki? Jeśli każde problematyczne zachowanie można sprowadzić do korelatów aktywności mózgowej, które możemy wykryć i wizualizować, czy będziemy zdolni do tego, by je usprawiedliwić zgodnie z teorią „nie wińcie mnie, wińcie mój mózg”? Czy nikt już nie będzie ponosił odpowiedzialności?

Chociaż skany są niesamowite, a technologia ta nieoszlifowanym diamentem, powinniśmy zachować ostrożność i pamiętać, że mózg i umysł są dwoma różnymi bytami.

Sposób myślenia Eaglemana jest przykładem tego, co profesor prawa Stephen Morse nazywa „błędem psychoprawnym”, potężną pokusą do zrównania przyczyny z wymówką. Morse zauważa, że prawo usprawiedliwia postępowanie przestępcze jedynie wtedy, kiedy czynnik przyczynowy stanowił uszkodzenie tak ciężkie, że pozbawił oskarżonego jego racjonalności. Złe geny, źli rodzice, albo nawet złe gwiazdy nie są wymówką.

W końcu, jakie są implikacje nauki o mózgi dla moralności? Chociaż myślimy o sobie jako osobach wolnych, zdolnych do podejmowania wyborów, wielu wybitnych naukowców twierdzi, że mylimy się. „Rosnąca wiedza o mózgu sprawia, że pogląd o woli, odpowiedzialności, a w końcu sama podstawa wymiaru sprawiedliwości stają się wielce podejrzane” – twierdzi biolog Robert Sapolsky.

Oczywiście, wszyscy zgadzają się, że człowieka można pociągnąć do odpowiedzialności tylko wtedy, gdy posiada wolność wyboru. Jednak od dawna trwa już debata na temat tego, jaka wolność jest tutaj konieczna. Niektórzy twierdzą, że człowiek może ponosić odpowiedzialność tak długo, jak jesteśmy w stanie brać udział w świadomej rozmowie, przestrzegać zasad i ogólnie kontrolować się.

Inni, jak Sapolsky, nie zgadzają się z tym i utrzymują, że rozmawianie i podejmowanie decyzji nie czyni nas wolnymi, gdyż dyktują je okoliczności neuronowe. Mówią, że w miarę jak zwiększa się nasza wiedza o mechanicznym działaniu naszych mózgów, musimy przyjąć ściśle utylitarny model sprawiedliwości, w którym przestępcy są „karani” tylko w celu zmiany ich zachowania, nie zaś dlatego, że na karę zasłużyli.

Chociaż zakryte płaszczykiem neuronaukowości, pytanie o wolną wolę pozostaje jednym z największym konceptualnych impasów naszych czasów, na które odpowiedź stoi daleko poza możliwościami nauki o mózgu. O ile oczywiście naukowcy nie wynajdą czegoś prawdziwie spektakularnego: że ludzie nie są świadomymi istotami, których działanie wypływa z przyczyn, i które odpowiadają przed rozumem. Prawda, nie posiadamy tak dużej kontroli nad swoimi działania, jaką myślimy, że posiadamy. Każdy badacz umysłu, zaczynając od najsławniejszych, jak William James lub Zygmunt Freud, wie o tym. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezsilni.

Mówi się, że nauka o mózgu jest końcową bitwą nauki. Czy stracimy z widoku umysł w wieku nauki o mózg? Chociaż skany są niesamowite, a technologia ta nieoszlifowanym diamentem, powinniśmy zachować ostrożność i pamiętać, że mózg i umysł są dwoma różnymi bytami.

Domena neurobiologii zależy od mózgu, od przyczyn fizycznych, od mechanizmów stojących za naszymi myślami i emocjami. Domena psychologii, królestwo umysłu, należy do ludzi – ich pragnień, intencji, ideałów i niepokojów. One obydwie są konieczne do pełnego zrozumienia tego, dlaczego postępujemy, tak jak postępujemy.

 

Sally Satel

logo-z-napisem-białe

ml>