Portal psychologiczny: Instytut Psychologii Zdrowia

Penisy, naczelne i badanie ludzkiej seksualności: Wywiad z Jessem Beringiem

Jesse Bering - autor książki Why is the Penis Shaped Like that?: And Other Reflections on Being Human, jest znany ze swej otwartości na stawiane mu pytania, niezależnie od tego, jak prywatne lub nietypowe mogą one być. Bering opowiada o różnicach między seksualnością ludzi a seksualnością naczelnych, a także o tym, czy kiedyś jakieś pytanie zbiło go z tropu oraz jak powinien jego zdaniem wyglądać program wychowania seksualnego.

Pytanie:  Jak seksualność ludzka różni się od seksualności naczelnych? Czy ta różnica jest ważna?

Jesse Bering: Ludzie to oczywiście szczególny gatunek naczelnych, a każdy gatunek ma swoją unikalną ewolucyjną specyfikę. Porównując się z naszymi najbliższymi żyjącymi krewnymi, szympansami (lub, być może, bonobo), możemy łatwo dostrzec zarówno podobieństwa, jak i różnice w seksualności.

W moich badaniach koncentruję się na różnicach, ponieważ uważam, że zbyt często nie dostrzegamy tej charakterystycznej dla człowieka specyfiki, przedkładając nad nią argument „naturalistyczny”, który zazwyczaj sprowadza się do stwierdzenia, że „jeśli inne gatunki to robią, to jest to naturalne, a więc w porządku pod względem moralnym”. Nie jest to jednak takie proste.

Po pierwsze, nasz wspólny z małpami przodek pochodzi sprzed 5-7 milionów lat. Co najmniej 20 gatunków ludzi żyło w ciągu tego okresu i mnóstwo rzeczy się zdarzyło w czasie jego trwania. Pod względem anatomicznym, występuje wyraźna różnica w wyglądzie genitaliów ludzi i małp – ludzkie penisy są ogromne w porównaniu z penisami naczelnych, natomiast drogi rodne kobiet skorzystały z bardzo częstego, intensywnego patrzenia w oczy w czasie stosunku. Co się z tym wiąże, najbardziej znaczącą różnicą między ludzką seksualnością i seksualnością naczelnych jest moim zdaniem to, że tylko my posiadamy poznawczą zdolność do uwzględniania bogatej perspektywy psychologicznej naszych partnerów, albo choć w pewnym stopniu odczuwania empatii (Nicholas Humphrey nazywa nasz gatunek „naturalnymi psychologami”). W konsekwencji tej społecznej zdolności poznawczej, seks w naszym gatunku stał się czymś więcej niż szybką i brudną kopulacją albo zabawą seksualną, jak to się dzieje u innych gatunków naczelnych.

U ludzi wyewoluowało to całkiem dosłownie do „stosunku” i „uprawiania miłości”, przy czym nasze pożądanie seksualne musi być dokładnie zrównoważone z potrzebami psychicznymi, pragnieniami i dobrostanem innych. Niekiedy nasze stare, „naczelne” mózgi pokonują te niedawno wyewoluowane czynniki społeczno-poznawcze. Niektórzy nie są zdolni do panowania nad sobą, gdy czują się mocno pobudzeni i samolubnie wykorzystują ciała innych bez brania pod uwagę tego co w duszy. A tam rozgrywa się konflikt, występuje napięcie odnoszące się do naszego gatunku.

Pytanie: Często słyszę pytanie jaka jest praktyczna wartość  naukowego badania seksualności – jaka byłaby twoja odpowiedź?

Jesse Bering: Łatwiej jest odpowiedzieć na to pytanie odnosząc się do jakiejś konkretnej sprawy – np. badania wpływu męskiego nasienia na biologię i psychikę kobiet (niedawno wykazano, że nasienie może mieć m.in. działanie antydepresyjne), albo tego, jak mężczyźni, którzy uprawiają seks z innymi mężczyznami są bardziej zagrożeni chorobami przenoszonymi drogą płciową z powodu odrzucenia etykietki „geja” i, co za tym idzie, brakiem wiedzy o edukacji zdrowotnej przeznaczonej dla gejów. Jednak mówiąc ogólniej, badanie seksu przez naukę może dramatycznie zmienić nasz komfort. Im więcej piszę o seksie, tym bardziej przekonuję się, że ludzie zmagają się, często w cichości, ze swoją własną seksualnością. Wielu czytelników mówi mi, że jedynie poprzez obiektywne i otwarte podejście do tematu (a ja mogę rozmawiać absolutnie o wszystkim) oraz używanie spokojnego, nie moralizującego języka nauki, poczuli się mniej samotni i mniej zawstydzeni rzeczami, które tak często są poza ich świadomą kontrolą.

Pytanie: Jesteś bardzo otwarty na pytania ze strony czytelników, odpowiadasz na nie na swoim blogu. Jakie pytanie pojawia się najczęściej? Czy jakieś pytanie zbiło cię z tropu?

Jesse Bering: Niezależnie od tego, jak wygląda seksualność moich czytelników, lubię się z nimi komunikować. W szczególności staram się dbać o otwartą komunikację z mniejszościami seksualnymi, które są albo ignorowane, albo pomijane przez „głównonurtowych” badaczy seksualności. Pisałem już o rzeczach, które sprawiają, że czuję się nieswojo – czasem bardzo mocno nieswojo –  ale absolutnie nie ma takiego aspektu seksualności, które nie zasługiwałby na naukowe wyjaśnienie, albo przynajmniej zastanowienia się, które wychodziłoby poza natychmiastowe, odruchowe poczucie awersji. Czasem trzeba się zmusić, ażeby myśleć jasno jako naukowiec. Miałem do czynienia z zoofilami, pedofilami, aseksualnymi, gerontofiliami, seksualnymi sadystami i wieloma innymi; czy to się nam podoba, czy nie, oni istnieją. Prawdopodobnie minąłeś paru z nich idąc do pracy tego ranka.

Jeśli chodzi o pytania, które zbijają z tropu – owszem, oczywiście to się zdarza, ale zazwyczaj odpowiedzi są gdzieś, jeśli dobrze poszukam. Jedyne pytania, na które nie da się odpowiedzieć, to te, które nie odnoszą się do nauki – dotyczące porad albo wskazówek etycznych. Przykład: „Jaki wiek jest właściwy dla homoseksualisty dla ujawnienia się?”. Albo: „Czy powinienem powiedzieć mojej mamie, że widziałem, jak tata publicznie pokazywał się w przebraniu kobiety?”. Mówiąc o pytaniach, na które nie da się odpowiedzieć, mam na myśli jedynie to, że nie ma żadnej na tyle twardej, nie odnoszącej się w jakiś sposób do moralności i opartej na empirii wiedzy, która umożliwiałaby odpowiadanie na tego typu pytania bez subiektywnego patrzenia na sprawę przez pryzmat osobistych doświadczeń, retorykę socjalną i anegdoty. Powiedziawszy to, jestem od czasu do czasu skłonny dać subtelną radę, a nawet zamierzam je dawać w najbliższym czasie nieco częściej, jako że od 6 do 10 sierpnia będę zastępował Dana Savage’a w roli doradcy odpowiadającego na pytania czytelników.

Pytanie: Jak powinny wyglądać zajęcia z edukacji seksualnej dla młodzieży (10-12)? Czy możliwe byłoby przeprowadzenie takich zajęć z pełną „abstynencją”?

Jesse Bering: Mówimy o 10 – 12-latkach? Szczerze mówiąc, ciężko jest opracować idealny program. Po pierwsze, w tym wieku mogą występować ogromne różnice indywidualne, zarówno pod względem fizycznym (niektórzy będą już dojrzali płciowo, inni jeszcze nie), jaki i psychologicznym (niektórzy będą na tyle dojrzali, aby rozmawiać o seksie bez niekontrolowanego chichotania, innym przez gardło nie przejdą słowa „penis” albo „łechtaczka”). Osobiście znajdowałem się na końcu obu wymiarów – dojrzewałem powoli w każdym znaczeniu tego słowa. Jeśli więc nauczyciel mówi o np. ejakulacji, a ty jej nawet nie doświadczyłeś, skutek lekcji może nie być tak znaczący jak dla innego chłopca w klasie, który masturbuje się codziennie bez zrozumienia tego, co robi i dlaczego. Podobnie, dziewczynka, która nie ma miesiączki do 15 roku życia będzie zupełnie inaczej podchodziła do tematu niż dziewczynka, która ma okres od 11 roku życia.

Zostawiając na boku te problemy (a nie ma łatwego ich rozwiązania), nie ma żadnego dowodu – ja go przynajmniej nie znam – na to, że edukacja seksualna prowadzi do wzrostu podejmowania zachowań seksualnych u 10 – 12-latków i nastolatków. To nie tak, że edukacja seksualna jest „przyczyną” pojawienia się pożądania, które w innym wypadku nie istniałoby. A jeśli i tak będę eksperymentować ze swoją seksualnością,  to dla rodziców byłoby lepiej, aby wyposażyli swoje dzieci w wiedzę, która ochroni je przed chorobami przenoszonymi drogą płciową i niechcianymi ciążami.

Kayt Sukel, 5 sierpnia 2012

logo-z-napisem-białe