Portal psychologiczny: Instytut Psychologii Zdrowia

Wolna wola i nieświadomość

Antonio_Damasio_1

Rozmowa Antonio Damasio i Siri Hustvedt

Antonio Damasio - pracujący w Stanach Zjednoczonych portugalski badacz, profesor neurologii behawioralnej

Siri Hustvedt - amerykańska pisarka i eseistka

S.H: Przez wiele lat zgłębiałam wiedzę o neuronaukach, czytałam publikacje i pierwszym krokiem dla mnie było nauczenie się słownictwa służącego opisywaniu mózgu, jego części. Potem próbowałam wpisać tę wiedzę w szerszy kontekst związany z moimi studiami z zakresu filozofii, lingwistyki i innymi, co okazało się niezwykle pomocne. Teraz możemy porozmawiać o dziewiętnastowiecznych źródłach neuronauki – wiem, że w swoich pracach wspomina Pan oba, filozoficzne i naukowe, źródła pewnych idei, na przykład idei homeostazy.

A.D: To kluczowa idea. Homeostaza to raczej długie, niezbyt urodziwe słowo ale dobrze oddaje właściwy sens – inaczej można powiedzieć o procesach regulacji. Pojęcie to jest niezwykle istotne w historii neuronauki i, jak sądzę, będzie stawać się jeszcze ważniejsze. W XIX wieku wielu fizjologów, z Claudem Bernardem na czele, wskazywało na rolę procesów regulacyjnych oraz na znaczenie naszego wewnętrznego środowiska – czegoś co jest całkowicie wewnątrz – i szeregu procesów chemicznych utrzymujących byt. Bernard mówił o specyficznych siłach i procesach regulujących funkcjonowanie sprzęgniętych w określonych sposób ze środowiskiem. Słowo „homeostaza” pasuje tu jak ulał.

S.H. Ale pojawia się dość późno.

A.D: Rzeczywiście – dopiero w XX wieku. Dużo później.

S.H: Ale w 1915 roku Freud wspomina o czymś bardzo podobnym – o instynktach i ich zmienności. Jego koncepcja wygląda na bardzo bliską idei homeostazy.

A.D: Oczywiście, że tak. To zdarza się bardzo często – jakaś idea „krąży” w powietrzu. Wielu badaczy, myślicieli i naukowców wykorzystuje ją w swoich pracach często pod innymi nazwami. Te idee stają się po prostu częścią stylu myślenia i aparatu pojęciowego.

S.H. Ciekawi mnie w jaki sposób idee zostają wchłonięte w sposób wręcz nieświadomy. Helmholz ale też i Freud wykazywali pewną nieufność wobec koncepcji biofizycznych a także wobec wcześniejszych badaczy.

A.D: Warto tu wspomnieć, że kariera i podejście często ewoluuje – dobrym przykładem jest właśnie Freud. Zaczynał jako neurolog z przygotowaniem typowym dla tej profesji. Jest bardzo interesujące, w jaki sposób wiele treści leżących u podstaw wykształcenia neurologa zostało w koncepcji Freuda wyrażonych w sposób całkowicie odmienny, tak jakby z neurologią nie miały nic wspólnego. Na przykład trójpodział osobowości…

S.H: No tak, id, ego i superego.

A.D: Oczywiście. To wszystko do siebie pasuje  i prawdopodobnie ma wiele wspólnego z tym co Freud wiedział o neuroanatomii. Gdyby nie jego neurologiczne wykształcenie być może te koncepcje w ogóle nie przyszłyby mu do głowy.

S.H. Istotnie. Dla mnie bardzo interesujący jest też fakt, że nieco później Freud uzupełniłswoją koncepcję o pojęcie podświadomości – to mi przypomina wiele aktualnych obszarów zainteresowania neuronauk. Mówi się teraz o subiektywności napędzanej przez różne nieświadome siły.

A.D. Rzeczywiście jesteśmy mieszanką świadomych i nieświadomych procesów. Pewna część naszej świadomości próbuje nas przez to nieświadome zamieszanie przeprowadzić. Warto o tym mówić głośno bo jest bardzo wielu ludzi, którzy uwierzyli, że nad nieświadomością i popędami nie da się zapanować przy pomocy świadomej woli. A to nieprawda – mamy pewną kontrolę nad sobą, ale oczywiście niepełną.

S.H: To może być okazja by porozmawiać o bardzo głośnym odkryciu, które wywołało sporo emocjo wśród filozofów i neurologów. Mam na myśli odkrycie Benjamina Libeta. Eksperyment wyglądał tak, że osoba badana proszona była o to by poruszyć palcem i Libet zauważył, że istnieje coś takiego jak „potencjał gotowości” w mózgu wzbudzany nawet pół sekundy wcześniej niż pojawi się świadoma chęć poruszenia palcem. Rodzi to oczywiście koleją dyskusję o wolnej woli i świadomości działań. Na przykład jeśli jestem spragniona i sięgam po szklankę wody to nie oznacza, że mam pełną, w sensie lingwistycznym, świadomość sięgania po szklankę.

A.D: Cóż, trzeba powiedzieć, ze większość działań podejmowanych po zastanowieniu się a także ważne decyzje wymagają zaangażowania zupełnie innych procesów niż poruszenie palcem czy nawet sięgnięcie po szklankę. Mam tu na myśli wiele życiowych decyzji związanych z wyborem zawodu, relacjami z partnerem itp. Te decyzje są przemyślane! Lubię to słowo choć tak rzadko pojawia się gdy mowa o podejmowaniu decyzji. Ale to jest właśnie to co robimy. Czasem do przemyślenia decyzji potrzebujemy minut czy godzin a czasem miesięcy i lat. Działanie zaś niekiedy też odległe jest od momentu podjęcia decyzji. Gdy jesteśmy pogrążeni w myślach dotyczących podejmowanych decyzji dla otoczenia możemy wydawać się nieobecni – nasze myśli skoncentrowane są na rozważaniach. Rodzi to pytanie gdzie w mózgu zachodzą te procesy i w jaki sposób wybierane są te, którym poświęcamy uwagę. Zastanawiająca jest ta rywalizacja toczące się w mózgu. Zwróćmy uwagę, że ludzie stosują różne sposoby by rywalizacja ta nie wpływała na procesy myślenia, na przykład osoba, która zastanawia się kieruje oczy na sufit lub całkiem je zamyka. W przeciwnym razie obrazy z otoczenia zakłócałyby obrazy wytwarzane podczas zastanawiania się.

S.H. Oczywiście. Nasza uwaga jest dość ograniczona. Możemy albo skupiać ją na otoczeniu lub na tzw narratorze wewnętrznym. Próba skupienia uwagi na obu rzeczach nie udaje się. Spróbujmy czytać i jednocześnie rozważać wewnętrznie jakąś kwestię. W pewnym momencie uświadomicie sobie, że czytacie stronę, czytacie słowa ale nie rozumiecie ich sensu. Odrobina uwagi wystarcza by odczytać słowa ale nie wystarcza by rozpoznać ich znaczenie.

 

logo-z-napisem-białe