Portal psychologiczny: Instytut Psychologii Zdrowia

Wiek empatii

Fotolia_10362879_rece W ostatnim czasie można odnieść wrażenie, że jesteśmy otoczeni przez ludzi pragnących uczynić świat lepszym miejscem. Steven Pinker nazwał to w jednej ze swoich książek („The Better Angles of Our Nature”) zalewem empatii. Jest nawet teoria wyjaśniająca to zjawisko na poziomie budowy i funkcjonowania mózgu.

Mowa tu oczywiście o tzw neuronach lustrzanych sprawiających, że obserwując czyjeś zachowanie możemy wczuć się w jego sytuację. Rzeczywiście ludzie bardziej empatyczni są też bardziej wyczuleni na perspektywę innych oraz na ich ewentualne cierpienie. Problem pojawia się by przełożyć te uczucia na działanie. Oczywiście empatia sprzyja uważności na innych ale nie jest do końca jasne czy motywuje do podejmowania słusznych moralnie działań. Wygląda na to, że oczywiście empatia może być takim motorem – okazuje się jednak niewystarczająca w sytuacji, gdy „dobry uczynek” wiąże się z określonym kosztem własnym. Współczujemy bezdomnym ale niekoniecznie zapraszamy ich na nocleg do własnego domu.

W ostatnich latach powstało wiele badań analizujących związek pomiędzy empatią a działaniem nakierowanym na pomoc innym. Nowojorski filozof, Jesse Prinz podsumowuje je stwierdzeniem, że badania te wskazują, że empatia nie odgrywa kluczowej roli w moralnym motywacjach. Jej rola jest tym mniejsza im większy byłby dla jednostki poniesiony koszt.

Warto zwrócić uwagę na silniejszą rolę czynników zdawałoby się trywialnych, na przykład wzbudzenie pozytywnych emocji. W eksperymencie z lat 70tych XX wieku osoba znajdowała w budce telefonicznej monetę – aż 87% tych co monetę znaleźli pomogli przechodniowi pozbierać rozsypane dokumenty. Spośród tych co monety nie znaleźli z pomocą pospieszyło zaledwie 4%. Co więcej, Prinz wskazuje, że niekiedy empatia prowadzi nas na manowce – bardziej współczujemy osobom ładnym niż brzydkim, sędziowie orzekają niższe wyroki gdy oskarżony wygląda na smutnego, częściej reagujemy na zdarzenia szokujące (trzęsienia ziemi, huragany) niż te długotrwające (głód, zagrożenie chorobami).

Nikt nie kwestionuje empatii – wydaje się jednak ona niewystarczająca. Empatia obecnie staje się swoistą drogą na skróty. Jest sposobem na doświadczanie moralnie wzniosłych emocji bez konieczności podejmowania działań na rzecz zmiany sytuacji. Daje nam złudzenie rozwoju moralnego bez przykrej konieczności dokonywania moralnych osądów. Kultura, w której żyjemy unika posługiwania się kategoriami moralnymi – w takiej sytuacji krzewienie empatii wydaje się szlachetne i mało kontrowersyjne.

Osoby, które podejmują prospołeczne działania nie tylko współczują cierpiącym ale także czują się w obowiązku do podjęcia kroków by zmienić sytuację. W swoim życiu kierują się określonymi zasadami i kodami – czuję się winne i zawstydzone gdy nie żyją zgodnie w tymi kodami. Wyznawane systemy wartości sprawiają, że osoby te są w stanie ocenić uczucia innych a nie tylko je dzielić. Systemy te nie są tylko zbiorem zasad – są źródłem tożsamości. Empatia w takiej sytuacji jest rodzajem efektu ubocznego. Jeśli zatem chcemy by świat był lepszym miejscem powinniśmy zachęcać ludzi by poszukiwali i rozwijali swoje systemy wartości.

David Brooks, The New York Times, 30.09.2011

logo-z-napisem-białe